czwartek, 5 grudnia 2013

Po prostu miłość

Kocham mojego psa nad wszystko na świecie. Dzisiaj utwierdziłam sie jeszcze bardziej w tym przekonaniu!

Rano mianowicie wyszłąm z psem na spacer rano. Ubolewałam sobie w duchu nad tym, że wczoraj około 21.00 padał śnieg, napadało go tyyyyle, ale przez noc się rozpuścił. Piesio bawił sie, biegał, i obwąchiwał trawkę. Nagle, z oddali dotarło do nas szczekanie. Na choryzoncie pojawił się pies. Ogromny owłosiony kundel z obnażonymi zębami. Przestraszyłam się. Olbrzyma gonił właściel wrzeszcząc "k***a Koda, wracaj tutaj!!!" a pies był coraz bliżej mnie i Rudiego. Stanęłam w miejsu jak wryta. Nie wiedizałam co robić! Gdy postanowiłam się wycofać z psem, olbrzym dopadł Rudiego i rzucił mu sie do gardła!!! Zaczęłam się wydzierać na facia od psa, niech pan zabierze tego psa!!! Pan ów wydzierał się tylko na czworonoga, i nic nie robił oprócz tupania nogą. Tymczasem kundel atakował Rudiego! Niewiedziałam jak zareagować, Rudi na szczęście umiał się obronić, ale i tak bałam się, że coś może mu się stać. Zaryzykowałam. Podbiegłam do psów i próbowałam złapać za smycz wyrwaną z ręki właściciela. Nie udało mi się to, lecz pan tego agresora był szybszy, i odciągnął psa od mojego staffa. Matko, jaką ulgę poczułąm! Bałam się, że mój pies nie przeżyje. Ten oblrzym był... no był olbrzymi! Pan zaczął plątać się w przeprosinach, że pies mu się wyrwał, że cośtamcośtam, blablabla... Ja popatrzyłam na niego tylko, i powiedziałam, by następym razem bardziej uważał na psa.  Tyle. A miałam mu ochotę tak nawrzucać, że... >.<

Nie piszcie mi, że źle postąpiłam, czy coś. Działałam w maksymalnym stresie, a ojego psa atakował agresywny, większy od niego kundel. Uwierzcie, nie umiałąm trzeźwo myśleć. Jedyne, na co było mnie stać, to wrzeszczeć "Spadaj stąd psie!! Won!!! NIECH PAN ZABIERZE TEGO PSA!!!".

To wszystko miało miejsce w przeciągu 10 sekund. Ale tyle wystaczyło, bym później rozpłakała się, spóźniła do szkoly, i martwiłą sie o Rudwarda przez cały dzień. W sumie nie o to mi chodzi. Chodzi o to, że w 10 krótkich sekund uświadomiłam sobie, jak bardzo kocham kmojego psa, że jest moim największym skarbem, przyjacielem na dobre i złe, że nie ma takiego drugiego na świecie, i że bez niego, nie wyobrażam sobie życie. 10 strasznych sekund przypomniało mi, że bez Rudiego, moje życie byłoby szare, bure, i przede wszystkim SMUTNE.

Rudi na całe szczęście, oprócz małej rance na udzie nie odniósł żadnych obrazeń, i zzchowuje się normalnie! Dzisiaj po powrocie ze szkoły, gdy tylko otworzyłam drzwi rzucił sie na mnie w terworze radości <3. A ja na niego! Wygłąskałam go, wytarmosiłam, wytuliłam, i wyszeptałam mu na ucho - Rudi, KOCHAM CIĘ piesku <3.


21 komentarzy:

  1. Ahh wzruszyłam się :') cudnie napisałaś <3 Masz rację ... też bym tak postąpiła. <3
    Pozdrawiamy!
    N&F

    figusiowyswiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze, że nic mu się nie stało! Też miałam parę takich sytuacji. Rudzio ma szczęscie że ma taką panią jak Chanja :3 Super, że wszystko się dobrze skończyło :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Dobrze, że Rudiemu nic się nie stało ;)
    Też bym sie przeraziła gdyby jakiś duży pies zaatakował moja Betkę :-;
    Nie lubie ludzi którzy nie umieją opanować swoich psów a potem dochodzi do takich tragedii.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dobrze że to tylko mała ranka! Choć i tak nie powinna się znaleźć na Rudim.
    Szczerze powiedziawszy ja bym tak ot tak nie pozwoliła odejść tej osobie.
    Po prostu wydarłabym się, i nie zdziwiłabym się gdyby poleciały różne przekleństwa.
    Nie jestem tak "miłą" osobą. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Skąd.to.znam.-.- Rudego dopadł kiedyś groźny labek..

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale historia, dobrze, że Rudiemu nic nie jest. Mogę sobie wyobrazić co czułaś w tamtej sytuacji, bo niestety też kilka razy takich doświadczyłam.

    OdpowiedzUsuń
  7. Miałaś tak samo, jak ja gdy Kazan był "w śpiączce" tylko on wyglądał jak nie żywy i ja wiedziałam, że się obudzi, wtedy poczułam to samo uczucie! Dobrze, że nic mu nie jest (oprócz ranki)! Do zobaczenia w niedzielę! Gosia z http://domnaczterechlapach.blogspot.com/.

    OdpowiedzUsuń
  8. Znam to uczucie :( rok temu właściciel szedł też z ogromnym kundlem i był spuszczony ( właściciele wiedzieli, że do innych psów jest agresywny) ja idę z Kentucky'im i ten pies rzucił się na mojego psiaka, wszyje gryzł i było pełno sierści od mojego psiaka, też nie wiedziałam co zrobić zaczęłam płakać i mówiłam właścicielowi, że ma go zabrać, właściciel przyszedł i zaczął kopać swojego psa a ja z Kentucky'im uciekłam ;( też miał taką malutką ranę i od tej pory Kentucky boi się zakładać szelek oraz wszytko co ma związane z zakładaniem przez szyję :( na szczęście niektórych obróżek nie boi się zakładać.

    Pozdrawiamy: D&K :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. Dobrze, że wszystko w porządku : )
    Kochane zdjęcie <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Ufff... czytając bałam się, że zakończenie tego starcia będzie gorsze... Dobrze, że prawie nic mu nie jest(no, prawie nic)! :)

    OdpowiedzUsuń
  11. u nas w parku jest kobieta,która spuszcza luzem agresora,rzuca się na ludzi i na psy,a ona prawi morały innym.Baddy gdy ten pies go zaatakował podkurczył nogi i tylko błagalnie spoglądał,najgorszy widok.

    pozdrawiamy
    Ola i Baddy.

    OdpowiedzUsuń
  12. Dobrze, że psu nic się nie stało… No cóż, zdarzają się tacy ludzie, co im się wydaje że nad wszystkim panują a tak naprawdę nie panują nad niczym… Nawet nad własnym psem. Jak ktoś ma agresywnego psa i nad nim nie potrafi zapanować, to niech zgłosi się do szkoleniowca, behawiorysty, czy kogoś takiego, bo ich pies może innym naprawdę krzywdę zrobić.

    OdpowiedzUsuń
  13. dobrze że nic się nie stało, ja miałam ostatnio to samo :(
    zatollerowana.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  14. Nam ostatnio coraz częściej zdarzają się takie historie...i coraz częściej poza psem, poszkodowana jestem także ja. Tak więc rozumiem Twój niepokój, a reakcja jest prawidłowa - zawsze zaczynamy kogoś / coś doceniać bardziej wtedy, gdy to tracimy :)
    Dziękuję za dodanie się do obserwowanych, odwdzięczę się i będę wpadała częściej.

    OdpowiedzUsuń
  15. Dobrze że nic się nie stało! A teraz zupełnie z innej beczki, prześlij mi swój opis+najlepsze/najulubieńsze zdjęcia. Wstawię na pierwszy post na blogu foto :P
    Póki co, wygląda on tak (znaczy blog - grafika) www.nasz-photo-blog.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetny wygląd *o*
      Ok, zaraz wyślę ;)

      Usuń
  16. fajny blog
    Zapraszam na mojego bloga http://bellaibambi.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  17. Dobrze że nic się nie stało!
    Piękny psiak:) Obserwuję i zapraszam do mnie :)
    http://mojprzyjaciel-pies.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. dobrze ,ze nic się niestao :D
    zapraszam domnie obserwuję jezeli ci się spodoba nie obraze sie za komentarze i za obserwacje/u mnie konkurs
    http://mydogsandija.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. To okropne.... Współczuję ci. Ja chyba w napadzie wściekłości chyba bym kopnęła psa, rozryczała się,spanikowała i nawrzeszxzała na człowieka! Biedny tamten pies byłby wtedy... Ale no... Okropność!!!!!!!!!!!!!!!! Biedactwo. Rudi. :c

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za dodanie komentarza!
Jeśli chcesz, poleć swój blog, na pewno zajrzę!
Proszę o nieurzywanie przekleństw i zachowanie kultury osobistej!